czwartek, 30 maja 2013

Rozdział 8

Nadeszedła niedziela, w której mieliśmy jechać do rodziców Michała. Wstaliśmy o 7.30 zjedliśmy śniadanie i ruszyliśmy w drogę. Patrząc w okno myślałam o mnie i Miśku wspaniale jest mieć u swojego boku kochającego mężczyznę dobrze nam się układa, chyba to jest najważniejsze...
- Kochanie czy Ty mnie w ogóle słuchasz? - padło pytanie z ust Michała.
- Przepraszam zamyśliłam się. A o czym mówiłeś?
- O tym, że przed obiadem idziemy do kościoła z rodzicami.
- Dobrze jakieś plany jeszcze na dziś?
- Hmm... To się jeszcze zobaczy - powiedział uśmiechając się do mnie. Przez resztę drogi śpiewaliśmy (o ile można nazwać to śpiewem) piosenki, które leciały w radiu.
- Nareszcie jesteśmy. - Powiedziałam wysiadając z samochodu.
- Widzę że nie możesz się doczekać, aby poznać moją rodzinę. - Chwycił moja rękę i szliśmy w stronę domu.
- Jak to rodzinę mieli być tylko rodzice?
- Chyba mi nie uciekniesz ? - powiedział śmiejąc się.
- Żebyś się nie zdziwił. - pokazałam mu język - Chodź już chcę mieć to za sobą. - powiedziałam i ścisnęłam mocniej dłoń Miśka. W tym momencie z domu wyszła mama Michała.
- Dzień dobry mamo, pozwól że ci przedstawię moja dziewczynę Wikorię Nilson. - podałam jej rękę.
- Miło mi poznać. - powiedziała z uśmiechem.
- Mnie również. - Weszliśmy do domu, zapoznałam się z wszystkimi i poszliśmy do kościoła. Przez całą drogę szłam z Dzikiem za rękę.
- Masz bardzo miłą rodzinę.
- Bardzo się cieszę że spodobali ci się.
- Ja się ciesze że mnie tu przywiozłeś. - dałam mu buziaka pp czym przyspieszyliśmy kroku. Po mszy zjedliśmy obiad i siedzieliśmy rozmawiając. Michał przeprosił nas na chwile i wyszedł.siedzę sama z rodzina Michała już od ponad godziny, poszedł sobie nie mówiąc gdzie idzie. Bardzo się wkurzyłam tym, mam nadzieje, że zaraz przyjdzie i mi wszystko wyjaśni. Okło godziny 15 Misiek wrócił, a że była ładna pogoda stwierdził że zabierze mnie na spacer. Ja nawet się nie odezwałam tylko poszłam z nim
- Ej Wikuś długo będziesz jeszcze obrażona ? Przepraszam Cię ale musiałem na chwile wyjść.
- Na chwile ? - popatrzyłam na niego zdenerwowana.
- Przepraszam że cie zostawiłem z nimi na bardzo długą chwilę. - chwytając za rękę zatrzymał mnie spojrzał w oczy i pocałował.
- Dobra, dobra już się tak nie wysilaj przecież nie jestem obrażona. - powiedziałam i jeszcze raz musnęłam jego usta. - Chodź mieliśmy się przejść, a nie całować przed domem.
Przez całe trzy godziny pokazywał mi wszystko co było związane z jego dzieciństwem. Wróciliśmy do domu zjedliśmy kolacje i znów poszliśmy się przejść.
- Kruszyna po co my jeszcze raz idziemy się przejść przecież wróciliśmy pól godziny temu ?
- Jeszcze ci czegoś nie pokazałem. - Szliśmy w inną stronę niż przedtem, jestem bardzo ciekawa co chce mi pokazać.
- Zamknij oczy proszę. I nie podglądaj. - zrobiłam to o co mnie prosił. Szliśmy tak chwilę, stanęlismy.
- Otwórz oczy. - gdy je otworzyłam nie wierzyłam własnym oczom. Michał klęczał przede mną z pięknym pierścionkiem, staliśmy na lekkim wzniesieniu słonce było przy lini horyzontu. W oczach miałam łzy Michaś powiedział:
- Jesteś najwspanialszą kobietą jaką spotkałem w życiu. Chciałbym do końca życia zasypiać i budzić się przy tobie. Ale wszystko zależy od ciebie. Czy zostaniesz moją zoną? - kręciłam z niedowierzaniem głową. Podeszłam do niego klęknęłam na przeciwko niego i zatopiłam się w jego ustach.
- Czyli się zgadzasz ?
- Tak głuptasie tak ! - włożył pierścionek na palec i jeszcze raz mnie pocałował. Wróciliśmy do domu około 22 od razu do swojego pokoju poszłam wziąć szybki prysznic a po mnie Michał. Położyłam się na łózko i czekałam na mojego narzeczonego. Chwilę później Misiek wyszedł z łazienki w samym ręczniku.